piątek, 27 maja 2016

7 GRZECHÓW GŁÓWNYCH, CZYLI JAK DAJEMY ŁAPAĆ SIĘ W SIDŁA PROKRASTYNACJI

Prokrastynacja to suka.
A dokładniej rzecz mówiąc suka na naszych łaskach, bo sami pozwalamy rozwijać się jej kosztem naszego wolnego czasu, który moglibyśmy spożytkować znacznie lepiej niż lajkując znajomym zdjęcia i statusy na Facebooku, bezsensownie podając dalej setnego już tweeta czy urządzać sobie randomowe wycieczki po Internetach. Wszystko to przez niedostatek silnej woli w działaniu i braku świadomości ile to czasu bezmyślnie przecieka nam przez palce. Grunt to zdać sobie sprawę jak łatwo wplątać się w tą pułapkę. Poniżej 7 grzechów głównych prokrasytnacyjnych, które większość z nas popełnia.


1. "Moja lista 'to do' jest taka długa, czemu by nie obejrzeć snapów wszystkich znajomych?" 
W 2011 roku zyskaliśmy kolejny prokrastynator. Teoretycznie niepozorna aplikacja, a skutecznie zabiera cenny czas. Niby włącza się ją by wysłać jednego snapa i obejrzeć snapy dwójki znajomych, a potem jakby godziny nie było. Następnego dnia z kolei tracimy kolejną godzinę na wypróbowanie nowych filtrów czy snapowanie rzeczy totalnie błahych. 

2. " Instagramowe lajki".
Tej lajknę, tamtemu lajknę, no i tej też lajknę. I tak ucieka Ci kolejne pół godziny. Co najgorsze, często robimy to czysto odruchowo. Ot, taki nawyk oddawania swojego czasu na rzecz zdjęć (w wielu przypadkach) innych prokrastynatorów. Brzmi jak błędne koło, nieprawdaż?

3. "Randomowe wycieczki po czeluściach Internetu."
Niewątpliwie Internet jest kopalnią wiedzy. W dobie XXI wieku dzięki niemu możemy w domowym zaciszu opanować chyba już każdą umiejętność świata poprzez internetowe poradniki itp., przeczytać niejedną książkę czy doczytać o wszystkich ciekawostkach o których nie dowiedzieliśmy się w szkole. I jak to często bywa, takie "dokształcanie" bywa wyjątkowo pochłaniające w chwilach, kiedy mamy na to teoretycznie najmniej czasu. 

4. "Kraina lajków."
Czas na największego sprzymierzeńca prokrastynacji. Chyba żaden portal społecznościowy nie wciąga tak jak Facebook. A odpiszę X, lajknę zdjęcie Y, o nowe wydarzenie, a Z właśnie dodała nowe nagranie z koncertu! Tyle rzeczy do sprawdzenia i polajkowania... Jakby móc odpuścić sobie tak wyjątkowy sposób marnowania czasu?

5. "Niekoniecznie wiosenne porządki."
Porządki na dysku? Tylko, kiedy czas nagli, a deadline'y projektów zbliżają się nieubłaganie.

6. "Sto czy tysiąc retweetów? Co za różnica."
Twitter to kolejny na liście niepozornych pożeraczy czasu. Tweetowanie o głupotach czy retweetowanie, aż do stracenia rachuby tematycznych kont typu rad astrology; sincerely tumblr; funny vines; pakalu papito; history pics czy food bible. Wymieniać można by jeszcze długo.

7. "Kolejna kraina reblogowania."
Sporządzając tą listę nie mogłam zapomnieć o jakoby bracie przyrodnim Twittera. Mowa oczywiście o Tumblrze. Portal, którego czeluście wciągają jeszcze bardziej. Nigdy nie kończy się na jednym ani chociażby na dziesięciu reblogach, słowo. 


Zauważyłam u siebie, że jeśli coś zapisuję, to jest większe prawdopodobieństwo, że coś zrobię lub zacznę stosować się do danej rzeczy. Tak samo (mam nadzieję) będzie z tym postem. Pisząc go dla Was, pisałam go również dla siebie, bo niestety i ja należę do tej niezbyt chlubnej grupy prokrastynatorów, ale na szczęście coraz skuteczniej sobie z tym radzę.


Klaudia x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Szablon wykonany przezBlonparia